
|

Zespół sprzedaży8 innowacyjnych pomysłów na szkolenie handlowców - cz. 2 14-01-2008
Miesiąc temu przedstawiliśmy cztery innowacyjne pomysły na szkolenie doświadczonych handlowców. W tym artykule prezentujemy kolejne cztery koncepcje.
Pomysł 5: Wykonanie rysunków rzeczywistych problemów handlowców
W szkoleniach dla handlowców stosuję czasami ćwiczenie, którego celem jest metaforyczne przedstawienie problemów za pomocą rysunku. Niedawno wykorzystałem go na szkoleniu dla menedżerów. Jego celem była poprawa współpracy pomiędzy działami w firmie i przełożenie tego na lepsze efekty sprzedażowe.
Zadaniem uczestników, podzielonych na kilka grup, było przedstawienie na swoich rysunkach współzależności pomiędzy różnymi działami firmy oraz tego, na ile potrafią one ze sobą współpracować.
Trener często staje przed niełatwym zadaniem umiejętnego „wywołania” problemów, z jakimi spotykają się w swojej pracy uczestnicy. Jest to konieczne m.in. do tego, by w warsztatowych ćwiczeniach odnieść się do rzeczywistych trudnych sytuacji, które są bliskie uczestnikom. Na szkoleniach handlowych częstym tematem są trudne sytuacje w kontaktach z klientami. Przytaczanie ich w formie wypowiedzi uczestników „na forum” często wywołuje spore emocje i jest dla grupy okazją do podjęcia próby wejścia w zbiorowe narzekanie. Wykorzystanie do tego celu rysunków pozwala zdecydowanie lepiej pokierować zadaniem i uzyskać bardziej konstruktywne, a mniej roszczeniowe opisy trudnych sytuacji. Forma ćwiczenia jest przy tym atrakcyjna dla uczestników. Samo wykonanie rysunku zmusza do pracy zespołowej i jest w naturze swojej pozytywnym aktem nawet, jeśli tematem jest coś, co na co dzień denerwuje uczestników.
Rysunki wywołują śmiech (zamiast np. złości), uczestnicy poza faktem, iż przedstawili konkretne sytuacje, mają też satysfakcję, że z swoich pracach wykazali się kreatywnością. Rysunki pobudzają nasz kanał wzrokowy, możemy dzięki nim zobaczyć to, czego nie sposób opowiedzieć – strukturę „maszyny” i zależności pomiędzy „podzespołami”. Do rysunków można nawiązywać podczas kolejnych ćwiczeń, szukając przyczyn i skutków niewłaściwego funkcjonowania organizacji. Można też wrócić do nich na koniec szkolenia zachęcając uczestników do poszukania nowej perspektywy i naniesienia zmian, które pokażą, jak zmieniło się w ciągu szkolenia ich spojrzenie na problem.
Koniec szkolenia może tez być okazją do całkowitego przeprojektowania rysunku tak, aby zawrzeć w nim wypracowane na szkoleniu rozwiązania, dzięki którym możliwe jest sprawniejsze działanie firmy.
Jerzy Paśnik
Trener w Training Partners. Wcześniej menedżer sprzedaży w Polskich Książkach Telefonicznych i Agorze.
Pomysł 6: Nauka języka korzyści poprzez zabawę
Na szkoleniu dotyczącym procedury rozmowy handlowej miałam poprowadzić moduł z prezentacji oferty. Zaprojektowałam ćwiczenie tak, aby uczestnicy dostali możliwość nabycia umiejętności wykorzystywania języka korzyści podczas rozmowy handlowej. Szkoleni handlowcy przeważnie mają świadomość tematu - przynajmniej teoretyczną. Wykładanie im teorii mogłoby więc być nudziarstwem i powtórką. Krótki wstęp - mający charakter przypomnienia w formie interaktywnej wymiany informacji - pozwolił uświadomić uczestnikom, dlaczego bardziej opłaca się zamiast przysłowiowej „łapki na myszy” sprzedawać brak myszy w domu.
Potem nastąpiło przejście do właściwej części ćwiczenia nazwanego przeze mnie „BIUREM MATRYMONIALNYM”. Zespoły założyły dwa fikcyjne biura matrymonialne. Każde biuro miało tylko jednego kandydata którego trzeba było dobrze sprzedać. Biura dysponowały zdjęciem oraz opisem jego zalet. Do każdego z biur przyszedł jeden list od klienta z prośbą o „skojarzenie”. W liście tym były spisane potrzeby klienta. Zadaniem zespołów było przygotowanie plakatu reklamującego własnego kandydata w taki sposób, aby klient zechciał spotkać się z tą właśnie osobą. Cechy kandydata uczestnicy musieli przekuć w korzyści. Kluczową rolę odgrywały potrzeby klienta, do których w plakacie reklamującym trzeba się było odnosić.
Po przygotowaniu plakatów nastąpiła prezentacja. Najpierw przedstawiciel zespołu odczytał potrzeby klienta, aby wiadomo było czy reklama kandydata odpowiada tym potrzebom. Potem bez pokazywania zdjęcia przedstawiciel biura starał się „sprzedać” swojego kandydata, prezentując go językiem korzyści. Na zakończenie zespół przeciwnego biura matrymonialnego decydował, czy chciałby jako klient spotkać się z zaprezentowana osobą.
Ostatnim punktem szkolenia była prezentacja połączonych par. Okazało się, że w taki sposób można wyswatać staruszkę z młodym biznesmenem, trzeba tylko umieć mówić językiem korzyści. Nauka poprzez zabawę i wyzwolone podczas ćwiczenia emocje spowodowały, że kolejne zadanie - prezentowanie produktów własnej firmy przy wykorzystaniu języka korzyści - nie sprawiło uczestnikom najmniejszych trudności. Robili to nie tylko profesjonalnie ale i w zabawny sposób, co zwiększało atrakcyjność prezentacji.
Sylwia Sikora
Trener we wrocławskim biurze Training Partners. Wcześniej menedżer sprzedaży w firmie kurierskiej Stolica.
Pomysł 7: Pokazanie „miękkich” aspektów sprzedaży za pomocą liczb
Handlowcy wiedzą, że badanie potrzeb klienta to proces zadawania wielu pytań, których celem jest odkrywanie motywów, jakimi kierują się klienci przy zakupie. Sprzedawcy potrafią zwykle wymienić od 10 do 15 potrzeb klienta, ale problem pojawia się wtedy, kiedy poszukujemy odpowiedzi na pytania: która z nich jest kluczowa i jak można ją zaspokoić?
Na jednym ze szkoleń, w trakcie którego pracowałem z grupa doświadczonych handlowców zatrudnionych w branży budowlanej, jeden z nich powiedział mi w imieniu całego zespołu: „Jeśli chcesz wzorem poprzednich szkoleń mówić i ćwiczyć według modelu potrzeba – cecha – zaleta – korzyść, to dajmy sobie spokój. Znamy to na pamięć. Naucz nas czegoś naprawdę nowego”.
W pierwszym kroku wprowadziłem pojęcie „system” na który składają się produkty i usługi sprzedającego, zasady finansowania, logistyka dostaw, kultura obsługi, zasady reklamacji i wiele innych.
Następnie zaproponowałem, żeby nauczyli się mierzyć i opisywać liczbowo, które z potrzeb konkretnego klienta są w stanie najpełniej zaspokoić – którymi elementami systemu. Handlowcy zbudowali liczbową matrycę oceny możliwości zaspakajania potrzeb klienta. To pozwoliło na ustawienie w odpowiedniej kolejności od najmocniejszych, czyli tych, którymi potrafimy najpełniej zaspakajać potrzeby, do najsłabszych tzn. tych, którymi nie warto przekonywać klienta. Matryca uwzględniała wszystkie potrzeby klientów, cechy odpowiadające każdej z nich, naszą ocenę naszej własnej oferty i porównanie się do konkurencji. Handlowcy mogli więc „policzyć”, co jest ważne dla klienta i jakich argumentów użyć w rozmowie. Udało im się miękkie elementy ubrać w twarde liczby, co sprawiło, że – jako umysły techniczne – stali się bardziej przekonani do swojej oferty i zwiększyli wiarę we własną siłę sprzedażową. Zobaczyli też, jak dobierać argumenty do potrzeb klienta, zamiast wszystkim „wciskać” to samo.
Największy efektem z przeprowadzenia tego modułu było zrozumienie, że również takie „miękkie” aspekty sprzedaży, jak mierzenie siły naszych argumentów na zaspakajanie najważniejszych potrzeb klienta jest możliwe przy pomocy liczb i pomaga perfekcyjnie przygotować się do wizyty handlowej.
Wiesław Grzesik
Trener i dyrektor handlowy Training Partners. Wcześniej menedżer sprzedaży w Raab Karcher Energy-Services i Vittera Polska.
Pomysł 8: Silne emocje to szybsza droga do osiągnięcia celu szkoleniowego.
Zwykle dobrze pamiętamy te przeżycia z dzieciństwa, które wiązały się z silnymi bodźcami. Na przykład gdy raz wetknąłem dwa gwoździe do gniazdka elektrycznego ... do dziś majstrując przy żyrandolu wyłączam najpierw bezpiecznik. Podobnie w przypadku szkoleń, jeśli będzie ono nudne, bezbarwne lub nawet ciekawe ale nie związane z jakimiś przeżyciami, wcześniej czy później zatrze się w pamięci. Zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z doświadczoną wieloma szkoleniami grupą handlowców lub ich szefów.
Zdarzyło się, że miałem okazję zarządzać grupą kierowników pracujących w dziale sprzedaży i odpowiadających za handlowców, obsługę klientów oraz logistykę i serwis techniczny. Problemem był niemal całkowity brak woli współpracy poziomej i wycinkowe postrzeganie biznesu – tylko przez pryzmat interesów własnego działu. Po analizie doszedłem do wniosku, że barierą są osobiste antypatie, brak zaufania i komunikacji w zespole kierowników. Oczywiście nie mogłem akceptować takiego stanu rzeczy.
Postanowiłem zorganizować dla mojego zespołu warsztaty efektywnej współpracy w zespole. Jednak pamiętając moją przygodę z prądem uznałem, że doświadczenie musi być na tyle emocjonujące by głęboko wyryło się w pamięci uczestników. Skorzystałem więc ze swoich doświadczeń ratownika TOPR i przewodnika wysokogórskiego. Zaprosiłem cały zespół do doliny Chochołowskiej w Tatrach. W styczniu warunki były trudne - wszystkie szlaki zasypane grubą warstwą świeżego śniegu. Po dotarciu wieczorem do schroniska, umęczeni długim podejściem uczestnicy udali się na spoczynek z informacją że o 8.00 dnia następnego zaczynamy zajęcia. Nazajutrz zaskoczeni uczestnicy spodziewali się wykładu o pracy zespołowej w świetlicy schroniska, tymczasem otrzymali zadanie terenowe. Według marszruty wskazanej na mapie mieli dotrzeć do Kir po drodze zbierając bardzo istotne dla nich informacje. Przez następne godziny cały zespół brnąc po kolana w śniegu przeprawiał się do Doliny Kościeliskiej zbierając pozostawione przeze mnie wcześniej wiadomości umieszczone w terenie. Chcąc nie chcąc skazani byli tylko na siebie w bezludnych o tej porze roku górach. Zmęczenie, złość na wredne warunki i moje dziwne pomysły jednoczyła ich w tej niedoli.
Po południu wszyscy dotarli do Kir gdzie czekałem na nich w gościńcu. Tutaj przy kolacji otworzyli koperty zebrane na szlaku, w których jak się okazało były zagadki związane z Tatrami i Zakopanem. Zadanie na dzień następny to zebranie informacji niezbędnych do odpowiedzenia na te zagadki. By to uczynić uczestnicy warsztatów musieli udać się w teren i w dodatku podzielić się zadaniami by w krótkim czasie znaleźć odpowiedzi na pytania. Wiedzieli jednak, że sukces będzie nagrodzony nagrodą niespodzianką…
Po południu odbył się wielki finał. W budynku muzeum TPN uczestnicy w obecności specjalnej komisji fachowców udzielili odpowiedzi na postawione pytania. I udało się! Potem jeszcze sesja podsumowująca pracę zespołową – poszukiwanie analogii z wyjazdu do codziennej pracy w firmie. Po takich doświadczeniach dyskusja była owocna. W nagrodę otrzymali zaproszenie na góralską ucztę do legendarnej Chaty u Zbója. Dodatkowo, obiecałem im też zorganizowania pikniku dla ich podwładnych - pod warunkiem poprawienia określonych wskaźników biznesowych związanych z obsługą i satysfakcją klientów. Jaki był efekt? Oczywiście wszyscy pojechaliśmy wiosną w Pieniny...
Jarosław Figiel
Trener w krakowskim biurze Training Partners. Wcześniej menedżer sprzedaży w Coca-Cola i Nestle Waters.
Źródło: Training Partners www.trenerzy.pl
|
(0) komentarzy / dodaj komentarz
|

|
|

Szukaj:
Szkolenia:

Polecamy
|