|

InneWsiąść do pociągu byle jakiego... - Jerzy A. Gołębiewski 05-04-2007...nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet – śpiewała Maryla Rodowicz, aż wyśpiewała. Współczesnym marzeniem młodych Polek i Polaków jest jak najszybsze opuszczenie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, najlepiej tanimi liniami lotniczymi w kierunku Anglii, Irlandii, Hiszpanii i słonecznej Italii. Nie widzą bowiem oni w Polsce, swojej ojczyźnie żadnych szans na ukształtowanie swojej przyszłości tak, aby mieć w niej godne życie. Bezrobocie, brak mieszkań, nędzne, głodowe płace – jeśli ktoś już pracę znajdzie, to wszystko przemawia za tym, aby uciec, wyjechać, zapomnieć.
Im wyższe wykształcenie, im większa zaradność, im większy „ciąg do przodu” i im wyższa inteligencja, tym większa motywacja do wyjazdu. Ta prawidłowość spowodowała, że w ciągu ostatnich kilku lat z Polski wyjechało zagranicę ponad pół miliona Polaków w poszukiwaniu swojej szansy. Wyjeżdżali najlepsi, a trend ten nadal się utrzymuje, wspierany zresztą przez media opisujące kariery Polaków zagranicą i polityków chwalących się otwarciem rynków pracy dla naszych obywateli przez Brytyjczyków, Hiszpanów i Francuzów.
Jakoś nikt nie boleje nad tym, że oto Polska, kraj zacofany cywilizacyjnie w stosunku do starej Europy, zapóźniony gospodarczo, kulturalnie i naukowo ( żadnej naukowej nagrody Nobla!), pozbywa się przyszłościowych kadr, najlepszej substancji narodu. Wszak wśród tych nowoczesnych gastarbeiterów są młodzi naukowcy, inżynierowie, informatycy, lekarze, wykwalifikowane pielęgniarki, technicy budowlani. Ludzie reprezentujące profesje przyszłościowo deficytowe także w Polsce.
Zamiast robić wszystko co możliwe, aby młodzież zatrzymać w kraju oferując jej, nawet kosztem innych wyrzeczeń, przyzwoity standard startowy, władze państwowe lansują zachwyt nad karierą polskiego hydraulika w Paryżu. Z propagandowego plakatu uśmiecha się młody, zdrowy byczek, który zachwycił Francuzów umiejętnym przepychaniem zatkanych bidetów. Jakby chciano powiedzieć młodym Polakom „Zjeżdżaj stąd, jedź zarabiać w Euro w krainie Moliera”, tu jesteś zbyteczny”
Zaczynam zastanawiać się nad tym, czy – jeśli elity polityczne rządzące Polską nie potrafią kraju podźwignąć z permanentnego kryzysu – nie warto byłoby w ogóle wszystkich Polaków ”wyemigrować” w świat? Nie byłoby to wcale trudne, ponieważ wielu emerytów też chętnie pojechałoby dokądkolwiek, aby tylko mieć emeryturę pozwalającą na jakie takie dożycie w spokoju, bez obawy o to, że zabraknie paru groszy – w przypadku choroby – na lekarstwo.
A wracając do emigracyjnego trendu polskiej młodzieży, nie łudźmy się, że jak już się ona „dorobi” w Londynie, Madrycie czy Rzymie, to czym prędzej wróci do domowych pieleszy, do Poznania, Warszawy, Mszczonowa, Lublina czy wioski pod Płońskiem, przywiezie „tam zarobione” fundusze i zainwestuje je we własną firmę, aby użerać się z polską rzeczywistością. Przeciwnie, polska młodzież po przetarciu się na europejskich brukach będzie szukać trwałej przystani w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, a może w Australii. Założy tam rodziny, obrośnie własnym domkiem z ogródkiem, często zmieni nazwisko na lepiej „wymawialne” w „American English” i zapomni o Polsce. „Tam gdzie chleb, tam ojczyzna” – mówi stare, polskie porzekadło. Szkoda, że w Polsce przysłowiowego chleba – pracy, płacy, mieszkań i stabilizacji nie ma, natomiast stale są tylko igrzyska.
W okresie po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w roku 1918, do roku wybuchu II wojny światowej w roku 1939 upłynęło zaledwie 20 lat i parę miesięcy, W tym czasie – a po drodze był jeszcze wielki kryzys światowy – Polska dorobiła się Gdyni, portów morskich, Stalowej Woli, Polskich Linii Oceanicznych, Polskich Linii Lotniczych LOT, polskich banków, Polskich Kolei Państwowych, przemysłu lotniczego PZL, Poczty Polskiej, Kas Chorych, powstały sanatoria w Zakopanem i Krynicy górskiej, Polskiego Zakładu Ubezpieczeń PZU, zaistniały Orbis i Warta, powstał przemysł zbrojeniowy, rozwijało się Polskie Radio, w roku 1938 w Warszawie rodziła się telewizja, polskie Uniwersytety „wypuszczały” wybitnych naukowców światowej klasy, itd., itp.
Od roku 1989 do roku 2006 upłynęło lat 17. W warunkach niebywałego rozwoju technologicznego i cywilizacyjnego otaczającego nas świata, mając w dyspozycji całkiem niezłą „bazę materialną” odziedziczoną po PRL, Polska „dorobiła” się bezrobocia sięgającego ponad 3 miliona osób, bieda-szybów na Śląsku, nowej profesji „złomiarzy” grzebiących w śmietnikach, 70 procent polskich rodzin żyjących na skraju ubóstwa, dzieci głodujących we wsiach po pegeerowskich, zapaści służby zdrowia, likwidacji regionalnych linii kolejowych, dziurawych dróg, wyprzedaży majątku narodowego, poczynając od banków po huty, a kończąc na kamieniołomach. 20 miliardów złotych rocznie kosztuje nas obsługa długów państwowych, ale mamy „oczywiście” i sukcesy: mamy bowiem paru miliarderów i trochę milionerów, giełdę w budynku po KC PZPR wybudowanym przed laty ze składek prostych członków tej partii, mamy elitarne pałace w Konstancinie pod Warszawą, mamy też „klasę polityczną” dbającą o interes narodu...szkoda, że perspektywicznie! No, i co? Nic!
„Wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet...”
Źródło:http://www.elans.pl/
|